Zwiadowcy Alamo - najlepsza jednostka wywiadowcza na Pacyfiku

Począwszy od 7 grudnia 1941 roku, kiedy to ryk japońskich samolotów dał się słyszeć na Oahu, aż do końca kwietnia 1942 roku wojna na pacyfiku stanowiła pasmo japońskich sukcesów i porażek sił sojuszniczych. Osłupiały świat patrzył w milczeniu, jak zachodnie mocarstwa, zadufane we własnej potędze wojskowej, zostały zmuszone do ucieczki na oślep i to na całym froncie, liczącym tysiące kilometrów długości i ciągnącym się od środkowej części Oceanu Spokojnego po Indie Wschodnie i po Azję Południowo-Wschodnią. Zanim alianci przegrupowali swoje siły i okrzepli, flaga ze wschodzącym słońcem trzepotała nad terytorium liczącym ponad dwa miliony kilometrów kwadratowych.

Kilka dni po Pearl Harbor padło leżące dwa tysiące czterysta kilometrów na wschód od Manili Guam, przystanek na drodze ze Stanów Zjednoczonych na wschód, na którym zwyczajowo lądowały samoloty Pan American. Garnizon tej maleńkiej wysepki złożony z 427 marines i 247 żołnierzy rekrutujących się z ludności miejscowej, wyposażony w broń jeszcze z czasów pierwszej wojny światowej, nie dał rady 5400 żołnierzom japońskiej piechoty morskiej.
Wyspa Wake, leżąca trzy tysiące siedemset kilometrów na zachód od Hawajów i będąca jeszcze jednym przystankiem dla samolotów linii Pan Am, została zbombardowana kilka godzin po ataku na Pearl Harbor przez japońskie samoloty startujące z bazy na Kwajalein. 447 marines i 75 żołnierzy służby łączności sił lądowych oraz marynarzy, którym pomagało 1200 zaskoczonych na atolu przez wojnę cywilnych robotników pracujących tam przy budowie dróg i pasa startowego, przez dwa tygodnie mężnie stawiało opór Japończykom, a Ameryka z dumą obserwowała wszystko z oddali. Jednak była to obrona z góry skazana na niepowodzenie i załamała się na dwa dni przed Bożym Narodzeniem.

Najważniejsze wyspy w rejonie Pacyfiku. Fotografia 1. Najważniejsze wyspy w rejonie Pacyfiku, gdzie wojska alianckie zmagały się z wojskami japońskimi.

Brytyjczykom nie wiodło się wcale lepiej.
Hongkong, brytyjski bastion w Chinach, padł w dzień Bożego Narodzenia.
Tego samego dnia, kiedy zostało zaatakowane Pearl Harbor, 7 grudnia (na Zachodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych był to już 8 grudnia), tysiące japońskich żołnierzy z 25. Armii pod wodzą generała Tomoyukiego Yamashity dobiły do brzegów Półwyspu Malajskiego w miejscowościach takich jak Singora, Patani i Kota Bharu i zaczęły posuwać się na południe w kierunku ufortyfikowanego Singapuru, brytyjskiego klejnotu w Azji.
Anglicy nie brali pod uwagę ataku z lądu i dlatego też większa część wspaniałych armat była skierowana w stronę morza, jak gdyby na pośmiewisko obrońców miasta.
Brytyjczycy wysłali na spotkanie z wrogiem dwa ze swoich najlepszych, jakie mieli na azjatyckich wodach, okrętów wojennych - krążownik liniowy HMS "Repulse" i pancernik HMS "Prince of Wales". Jednak postąpiono nieodpowiedzialnie, nie dając im ochrony z powietrza, i 10 grudnia japońskie samoloty posłały je na dno. Utonął też nowy głównodowodzący brytyjskiej Floty Dalekiego Wschodu, admirał Tom Phillips, co stanowiło tylko jeszcze jeden dowód, jak bezbronne są niechronione okręty wobec ataku nowoczesnych samolotów.
W tym samym czasie Brytyjczycy i wojska kolonialne usiłujący zahamować ataki na lądzie zostali z łatwością pokonani i już wkrótce naprzeciwko Singapuru, po drugiej stronie wąskiej cieśniny, rozlegał się zwycięski okrzyk "Banzai", a japońska artyleria ostrzeliwała miasto.
Ósmego lutego Japończycy rozpoczęli gwałtowne bombardowanie i przekroczyli cieśninę, a tydzień później, 15 lutego, generał Arthur E. Percival poddał ostrzeliwane miasto oraz garnizon.
Kiedy brytyjska flaga przestała już powiewać nad Singapurem, Japończycy zainteresowali się obfitującymi w bogactwa naturalne Holenderskimi Indiami Wschodnimi i 14 lutego siedmiuset japońskich spadochroniarzy wylądowało w Palembangu na Sumatrze.
Z kolei na oceanie japońskie okręty pokonały siły alianckie złożone z pięciu krążowników: jednego amerykańskiego (USS "Houston"), jednego australijskiego (HMAS "Perth"), jednego brytyjskiego (HMS "Exeter") i dwóch holenderskich ("De Ryuter" i "Java"), oraz czterech amerykańskich i dwóch holenderskich niszczycieli, którą to flotą dowodził Holender, kontradmirał Karel Doorman. W serii utarczek, znanych jako bitwa na Morzu Jawajskim (które jeszcze dodatkowo komplikował fakt, że Doorman nie znał angielskiego i wszystkie jego rozkazy, zanim zostały wykonane, należało przetłumaczyć), siły sojusznicze poniosły klęskę. Zatonął flagowy okręt zespołu "De Ruyter" na którego pokładzie zginął też Doorman.
Dwa ocalałe krążowniki, australijski HMAS "Perth" oraz amerykański USS "Houston" w panice schroniły się na bezpieczniejsze wody. Jednak nie uniknęły przeznaczenia i 28 lutego zostały zatopione pomiędzy Jawą a Sumatrą, w Cieśninie Sundajskiej. Kilka dni potem, 9 marca, Holenderskie Indie Wschodnie poddały się Japonii.

Głównodowodzącego sił Stanów Zjednoczonych na Dalekim Wschodzie, amerykańskiego generała Douglasa MacArthura, ze wszystkich tych smutnych wieści najbardziej martwiła strata jego ukochanych Filipin. MacArthur szczycił się pochodzeniem z rodziny o tradycjach wojskowych (w czasie wojny secesyjnej w 1863 roku jego ojciec dowodził atakiem unionistów pod Grzbietem Misjonarzy, nieopodal Chattanooga), ukończył w 1903 roku West Point (był najlepszy na roku). Po służbie u boku ojca, generała Arthura MacArthura, w charakterze doradcy na Filipinach i w Japonii Douglas MacArthur zaczął szybko awansować i w 1911 roku został kapitanem, rok później otrzymał skierowanie do Akademii Sztabu, a następnie do Departamentu Wojny.
Podczas pierwszej wojny światowej MacArthur dowodził 42. Dywizją, którą ochrzczono mianem Tęczowej, i dowiódł, że jest zdolnym dowódcą. Został ranny, a po wojnie objął stanowisko szefa działu zaopatrzenia w West Point. W 1922 roku wrócił na Filipiny jako dowódca wojskowy.

Generał Douglas MacArthur. Fotografia 2. Generał Douglas MacArthur.

W 1935 roku po zakończeniu pracy w Połączonym Kolegium Szefów Sztabów, najpierw za prezydentury Herberta Hoovera, następnie Franklina D. Roosevelta, MacArthur, na żądanie prezydenta Filipin Manuela L. Quezona, powrócił na Filipiny. Filipińczycy dopiero co otrzymali od Stanów Zjednoczonych, władających Filipinami od 1898 roku, czyli od wojny amerykańsko-hiszpańskiej, ograniczoną suwerenność oraz obietnicę uzyskania pełnej niepodległości 4 lipca 1946 roku. Teraz prezydent Quezon życzył sobie, aby MacArthur utworzył filipińską armię i sprawował nad nią kontrolę. MacArthur był próżny, więc się zgodził, został feldmarszałkiem armii filipińskiej, aczkolwiek nadal jego miejscem pracy pozostawały siły zbrojne Stanów Zjednoczonych. Zażądał pensji równej uposażeniu Quezona - 18 000 dolarów rocznie (i dostał) - i natychmiast wynajął dwupoziomowy apartament w słynnym hotelu Manila, kosztujący 1500 dolarów miesięcznie. Niedługo potem MacArthur został prezesem Manila Hotel Corporation.
I cały ten jego świat legł w gruzach 8 grudnia 1941 roku (według tamtejszego czasu). Kiedy jeszcze amerykańscy marynarze gasili pożary szalejące wzdłuż nadbrzeża w Pearl Harbor, japońskie bombowce 11. Cesarskiej Floty Powietrznej zmierzały w kierunku Clark Field, bazy sił powietrznych Stanów Zjednoczonych na Luzonie.
MacArthur już 27 listopada został ostrzeżony przez swoich przełożonych w Waszyngtonie o możliwości japońskiego ataku. W odpowiedzi wydał rozkaz, aby trzydzieści pięć bombowców B-17 Flying Fortress przenieść bardziej na południe, z niebezpiecznie położonej bazy Clark Field na Mindanao. Nie zalecono jednak natychmiastowego wykonania rozkazu, toteż 7 grudnia dopiero połowa tych latających fortec znajdowała się w nowej bazie.
Informacja o ataku na Pearl Harbor dotarła do MacArthura o trzeciej nad ranem tamtejszego czasu, a jej potwierdzenie półtorej godziny później. Generał Lewis Brereton, dowódca sił powietrznych Filipin, chciał natychmiast zbombardować pasy startowe w japońskiej bazie sił powietrznych na Formozie (Tajwanie). Czekał kilka godzin na odpowiedź na swoją propozycję, aż wreszcie szef sztabu MacArthura, pułkownik Sutherland, powiedział mu, że może przelecieć nad Formozą i porobić zdjęcia, przydatne do dokonania ataku planowanego na następny dzień. Było już niemal południe i piloci poszli coś zjeść, a osiemnaście B-17 plus myśliwce eskortujące P-40 "Tomahawk" i P-39 "Airacobra" czekały na tankowanie.
W tym samym czasie japońskia wyprawa bombowa zmierzała już w stronę Clark Field. Spodziewający się powitania ze strony amerykańskich myśliwców i ostrzału z baterii powietrznej z Clark Field japońscy piloci niezmiernie się ucieszyli, widząc czyste niebo, a na ziemi równiutkie rzędy maszyn, niczym kaczki ustawione do strzału. Lecące na wysokości siedmiu tysięcy metrów w formacjach w kształcie litery V bombowce zrzuciły swój ładunek na stojące w rzędach samoloty, podczas gdy myśliwce "Zero" szukały w powietrzu amerykańskich maszyn. Bomby zniszczyły wszystkie osiemnaście B-17, trzydzieści trzy P-40 oraz trzydzieści innych maszyn. W ciągu kilku pierwszych godzin, jakie upłynęły od wybuchu wojny, przestała istnieć dokładnie połowa floty powietrznej MacArthura, a osiemdziesięciu ludzi zostało zabitych.
Dwudziestego drugiego grudnia na plaże zatoki Lingayen, sto dziewięćdziesiąt kilometrów na północ od Manili, przybyły czterdzieści trzy tysiące żołnierzy japońskiej 14. Armii. Sto dwanaście kilometrów na południowy wschód na plaże Lamon Bay przybiły kolejne oddziały Japończyków. Japoński dowódca, generał Masaharu Homma, zamierzał otoczyć Amerykanów i Filipińczyków i wziąć ich w kleszcze. Generał MacArthur mógł przeciwstawić tym siłom jedynie od dwudziestu pięciu do trzydziestu tysięcy regularnych amerykańskich i filipińskich żołnierzy oraz sto tysięcy filipińskich rekrutów, zupełnie surowych pod względem przygotowania wojskowego.
Dwudziestego trzeciego grudnia MacArthur wprowadził w życie "Plan Pomarańczowy", przestarzałą koncepcję przewidującą wycofanie sił na półwysep Bataan i utrzymywanie tamtejszych pozycji tak długo, aż nadejdą posiłki ze Stanów Zjednoczonych. MacArthur nie znosił tego planu, ponieważ zakładał opuszczenie Manili. Jednak jeżeli półwysep Bataan oraz forteca Corregidor znajdowałyby się w rękach Amerykanów, wówczas Japończycy i tak nie mogliby korzystać z Zatoki Manilskiej. W całym tym planie było jedno "ale" - otóż nie brał on pod uwagę takiej tragedii, jaka wydarzyła się w Pearl Harbor.
Zaczęło się wycofywanie i sznury ciężarówek oraz żołnierzy ciągnęły pełnymi kurzu drogami w stronę Bataanu. W pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia generał Jonathan M. Wainwright, dowodzący siłami na północy Luzonu, wytyczył linię obrony na rzece Agno, ale japońskie czołgi i artyleria 48. Dywizji szybko ją przełamały. Wobec tego trzeba było znów się wycofać. Walka, jaka później nastąpiła, okazała się bardzo zaciekła, ale nie było wątpliwości co do jej wyniku. Filipiny bez pomocy i posiłków ze Stanów Zjednoczonych nie miały żadnych szans, a pomoc nie nadchodziła. MacArthur wiedział o tym i 11 marca wspomniał coś na ten temat Bulkeleyowi. Powiedział też, że prezydent Roosevelt kazał mu udać się do Australii i że przygotowaniem kutrów torpedowych do tej podróży miał zająć się porucznik John Bulkeley. Co prawda przekonywano MacArthura, aby popłynął okrętem podwodnym, ale generał wolał Bulkeleya; znał go i ufał mu. Na pokładzie kutra torpedowego, osobiście prowadzonego przez Bulkeley'a MacArthur wraz z rodziną wypłynął z twierdzy Coregidor i dotarł na plantację "Del Monte" na wyspie Mindanao. Stamtąd na pokładzie samolotu odleciał do Darwin w Australii.
W ty msamym czasie sytuacja żołnierzy na półwyspie Baatan wciąż się pogarszała. Choroby i głód okazały się gorsze od Japończyków i pod koniec marca jedna czwarta z osiemdziesięciu tysięcy obrońców była niezdolna do walki. Na duchu nie podnosiły ich też nadawane przez radio orędzia znajdującego się w Australii MacArthura, zachęcające ich do kontynuowania walki. Te orędzia i wyjazd generała do Australii żołnierze upamiętnili w typowy dla siebie sposób, w wierszyku noszącym tytuł "Dugout Doug":

Siedząc sobie od pewnego czasu
w świetnym australijskim klimacie
Napisał do nas: Jak się macie?!
Trzymajcie się! Sercem jestem z wami, na Bataan,
Ale reszta mnie jest tu - i dobrze się mam.

MacArthur znał ten wierszyk i czuł się bardzo nim dotknięty, ale nie tak jak 9 kwietnia, gdy dotarła do niego wiadomość o upadku półwyspu Bataan czy też ta przekazana prezydentowi Rooseveltowi 6 maja przez radio przez generała Wainwrighta z czeluści tunelu Malinta pod twierdzą Corregidor: "Ze złamanym sercem i pochyloną w smutku głową zawiadamiam Waszą Ekscelencję, że w dniu dzisiejszym muszę przygotować warunki kapitulacji ufortyfikowanych wysp leżących na wodach Zatoki Manilskiej".
MacArthurowi generał Wainwright przekazał przez radio: "Walczyłem dla pana najlepiej jak potrafiłem od zatoki Lingayen do Bataanu i po Corregidor. Żegnam, panie generale". Efektem tego było dostanie się do niewoli osiemdziesięciu tysięcy ludzi, w tym dwunastu tysięcy Amerykanów, oraz całkowite poniżenie MacArthura.
Jednak jego wola powrotu była olbrzymia i począwszy od marca 1942 roku, wszystko, co robił, każdy plan wojskowy, jaki układał, i każda akcja ofensywna, jaką kazał przedsiębrać, miały na celu tylko jedno: spełnienie danej obietnicy, że wróci na Filipiny.
Zaczęło się już w maju, kiedy to w końcu udało się przyhamować niszczycielską siłę japońskiej armii. Inwazja z udziałem lotniskowców, skierowana na ważną bazę aliancką w Port Moresby, mieszczącą się na południowym krańcu Nowej Gwinei, w prowincji Papua, napotkała na Morzu Koralowym opór sił amerykańskich. Co prawda Amerykanie ponieśli duże straty, zatonął ich lotniskowiec USS "Lexington", a drugi, USS "Yorktown", został zniszczony, podczas gdy Japończycy stracili tylko jeden mały lotniskowiec, to jednak po raz pierwszy w tej wojnie zostali zmuszeni do odwrotu.
W lipcu ponowili próbę zaatakowania Port Moresby, ale tym razem od strony lądu. Japońskie wojska wylądowały na północnym wybrzeżu Papui, w wioskach Gona i Buna, a następnie posuwając się szlakiem Kokody, miały nadzieję zdobyć port z drugiej strony. Jednak tam, wśród postrzępionych Gór Owena Stanleya, czekali już na nich żołnierze amerykańscy i australijscy. Rozgorzały trwające przez sześć miesięcy walki. Japończycy zostali wyparci i zmuszeni do wycofania się na brzeg, gdzie wokół Gony oraz Buny urządzali krwawe rzezie, tak że walczono w maskach przeciwgazowych, gdyż smród rozkładających się ciał był nie do zniesienia.
Jednak to zwycięstwo nie usatysfakcjonowało MacArthura, nadal znajdującego się dwa tysiące pięćset kilometrów od Filipin i trzy tysiące czterysta kilometrów od Manili. Obwiniał o to swoich przełożonych, o czym świadczy jego list, w którym pisał: "Chyba nigdy w całej historii Stanów Zjednoczonych żaden dowódca nie spotkał się z tak nikłym poparciem" i nazywał to "narodową hańbą".
Nienawidził Połączonego Kolegium Szefów Sztabów - z wzajemnością. Szczególnie nie znosił MacArthura admirał Ernest J. King, szef operacji morskich. Na jednym z posiedzeń King tak zaciekle krytykował MacArthura, że nawet słynący ze spokoju szef sztabu George C. Marshall walnął pięścią w stół i stwierdził, że jak tak będzie dalej, to w przyszłości nie życzy sobie obecności na posiedzeniach tych dwóch tak nie znoszących się dowódców. Ta obopólna nienawiść między MacArthurem a Połączonym Kolegium Szefów Sztabów przeniosła się na pola walki. Planując swój ewentualny powrót na Filipiny, MacArthur najpierw musiał odbić z rąk Japończyków Nową Gwineę, jak również Wyspy Admiralicji, Archipelag Bismarcka oraz inne mniejsze archipelagi i zniszczyć japońską bazę w Rabaulu w Papui-Nowej Gwinei leżącą w północnej części wyspy Nowa Brytania. MacArthur zdawał sobie sprawę, że o sukcesie jego planów przesądzi posiadanie dokładnych i wiarygodnych informacji dotyczących sił nieprzyjacielskich, ich możliwości obrony, morale żołnierzy, jak również warunków panujących na plażach, wysokości fal, odpływów i przypływów oraz przeszkód czających się pod wodą. O ile jednak dowódcy rozgrywający operacje na innych frontach korzystali w takich wypadkach z doskonale wyszkolonych ludzi z Office of Strategie Service - Biura Operacji Strategicznych (OSS), o tyle MacArthur, podejrzewając związki OSS z Pentagonem, nie zdecydował się na to.
Zamiast tego zdał się na różne inne źródła, takie jak Australian Coast Watcher Service - Australijską Służbę Obserwacji Wybrzeża, Allied Intelligence Bureau - Sojusznicze Biuro Wywiadu, Allied Translator and Interpreter Service - Sojuszniczą Służbę Tłumaczy i Tłumaczy Ustnych, Allied Geographical Section - Sojuszniczą Sekcję Geograficzną oraz należące do marynarki wojennej zespoły wyburzeń podwodnych .
Ponieważ jednak powyższe służby podlegały różnym dowódcom kierującym operacjami lądowymi lub morskimi, a w całym korpusie oficerskim panowały podejrzliwość oraz rywalizacja, wobec tego MacArthur nie miał szans na zdobycie informacji dokładnych i na czas. Dowódcy, zarówno amerykańscy, jak i alianccy, niechętnie dzielili się posiadanymi informacjami. Jesienią 1943 roku, podczas planowania zajęcia zachodniej części Nowej Brytanii, która to operacja nosiła zakodowaną nazwę "Dexterity”, utworzona została specjalna grupa zwana Jednostką Specjalną Nr 1, 7. Sił Desantowych, a jej dowódcą został porucznik William B. Coultas.

Od lewej - założyciel jednostki Alamo Scouts, generał Walter Kreuger. Fotografia 3. Od lewej - założyciel jednostki Alamo Scouts, generał Walter Kreuger.

Gburowaty, szorstki Teksańczyk został wybrany na jednego z dowódców operacji "Dexterity". Krueger, którego ojciec, Julius, walczył pod dowództwem Ottona von Bismarcka w wojnie francusko-pruskiej, miał osiem lat, kiedy w 1889 roku, cztery lata po śmierci ojca, przyjechał z matką do Ameryki. W 1898 roku wstąpił do armii i podczas wojny amerykańsko-hiszpańskiej walczył jako szeregowy w 2. ochotniczym pułku piechoty. Po czterech miesiącach zaciągnął się do armii zawodowej i został przydzielony do 12. pułku piechoty. Był świadkiem powstania na Filipinach i wtedy awansował do stopnia sierżanta. Przeprowadzona pod jego dowództwem akcja zajmowania dzielnicy San Juan de Guimba dała mu awans na stopień porucznika oraz przydział do 30. pułku piechoty.
W czasie pierwszej wojny światowej Krueger był członkiem sztabu, a w 1919 roku został podpułkownikiem. W 1941 roku Marshall awansował go na stopień generała i przydzielił do 3. Armii Stanów Zjednoczonych, a w styczniu 1942 roku do 6. Armii. Krueger, który na miejsce swojego zamieszkania wybrał San Antonio, wymyślił dla dowodzonej przez siebie armii nazwę Alamo Force, gdyż właśnie w Teksasie, w czasie wojny o niepodległość tego stanu, doszło do oblężenia hiszpańskiej misji Alamo.
Składająca się z sześćdziesięciu tysięcy żołnierzy Alamo Force dotarła do Australii w lutym 1943 roku, a generał Krueger został mianowany dowódcą nowej operacji MacArthura na terenie Nowej Gwinei.
Nadzieje Kruegera, że Zwiadowcy Sił Desantowych zdołają zadowolić wymagania generała MacArthura co do dostarczania wiarygodnych i przydatnych informacji, legły w gruzach już w czasie ich pierwszego zadania. Polegało ono na przeprowadzeniu dziesięciodniowych (6-16 października) działań rozpoznawczych terenu wokół Gasmaty niedaleko od przylądka Gloucester na Nowej Brytanii.
Przed wyruszeniem zwiadowców Krueger przekazał dowódcy jednostki porucznikowi Miltonowi Beckworthowi informację, czego szukać, i rozkaz, aby dane dostarczyć od razu po powrocie bezpośrednio jemu. Dopiero on sam miał przekazać je wywiadowi marynarki wojennej.
Cała misja przebiegła gładko, ale ostatniego dnia zawiodła łączność i kutry torpedowe wysłane, by zabrać zwiadowców, nie przypłynęły. Zwiadowcy zostali sami na tyłach wroga, z kończącymi się racjami żywnościowymi, zmuszeni jeść to co znaleźli w dżungli. Wygłodniałych mężczyzn udało się w końcu zabrać i wrócili do bazy 27 października, a więc jedenaście dni później, niż to było przewidziane.
Pojawiło się jednak więcej denerwujących wiadomości, szczególnie dla Kruegera. Beckworth, który natychmiast po powrocie miał zdać raport swojemu generałowi, został upity i załadowany na statek. Ten przewiózł go do Milne Bay na wschodni kraniec Nowej Gwinei. Tam, pomimo protestów, wywiad marynarki wojennej przetrzymywał go w odosobnieniu i wypytywał o całą misję. Po tym przesłuchaniu trzymano go nadal niczym więźnia na przycumowanej do brzegu łodzi. Wreszcie pewnego dnia Beckworthowi udało się uciec, dopłynąć do brzegu i dotrzeć do Kruegera.
Krueger wysłuchał całej tej opowieści, a jego szyja stawała się coraz bardziej czerwona i czerwień ta obejmowała stopniowo całą twarz. Wybuchnął:
- Do diabła z tym. Utworzę własną jednostkę zwiadowczą. Następnie zwrócił się do swojego adiutanta: - Niech pułkownik Bradshaw stawi się u mnie jak najprędzej.
I właśnie wtedy, w tej chwili gniewu, narodziła się "Specjalna Jednostka Zwiadowcza 6. Armii Stanów Zjednoczonych", znana pod nazwą "Zwiadowcy Alamo". Odegrała ona kluczową rolę w zwycięskim zakończeniu kampanii na południowo-wschodnich krańcach Pacyfiku i zasłużyła na miano jednego z najpotężniejszych narzędzi w całej historii wywiadu Stanów Zjednoczonych.

Strona: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12